Książę i nimfa

Milcząca nimfa weszła majestatycznie do komnaty księcia.

- Panie, czyż nie czas na chwilę rozkoszy i zapomnienia? – wyszeptała sucho, spokojnie, niczym niewolnica pogodzona ze swoim losem. Książę nie odpowiedział, począł natomiast z wolna obracać stalowe ostrze, przekładając je z ręki w rękę.

- Dziś nie mam ochoty poddawać się instynktom, czas z tym skończyć.
Mam ochotę cię zabić, zbyt mocno oddziałujesz na mój poszukujący niezależności umysł.

Janette, bo takie było imię dziewczyny, stała niewzruszona, książę już trzymał nóż przy jej piersi. Szybkim, zdecydowanym ruchem, jakby robił to wiele razy wbił ostrze w okolice serca swojej ukochanej.

 

 

Janette wciąż posłusznie stała. Nim osunęła się na ziemię zdążyła jeszcze wyszeptać.

- Dziś chciałam zdradzić ci tajemnicę sensu życia, nauczyć cię kontrolować instynkty i uwolnić twój umysł od nieustannych myśli o mojej osobie. Nie byłeś wystarczająco cierpliwy, ale to już tylko i wyłącznie twój probl… – urwała w pół słowa. Smutne błękitne oczy na zawsze pozostały otwarte.

A książę? Płakał, płacze do tej pory, gdyż już nigdy nie osiągnie prawdziwego, bezwarunkowego szczęścia, czymkolwiek by ono nie było.

 

Sierpień 2010, ot tak przed snem.

Komentarzy 2

  • Kamil pisze:

    jaja, grabuś. :D ty to napisałeś? fajne takie, sentymentalne, mroczne, na pierwszy rzut oka ch*jowe. ale tylko na pierwszy, bo w czytaniu nie zmęczyło. ot, opowiastka. ;)

  • Wy nie piszecie, więc muszę udawać, że jestem wielkim literatem…

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty. Pola wymagane zostały oznaczone *