Bajka o Chłopcu Który Palił Papierosy

Był sobie pewien Chłopiec Który Palił Papierosy. Ojciec bił go za to niemiłosiernie. Nie chciał, aby chłopiec zepsuł sobie zdrowie. Tak bardzo go kochał. Później musiał pić dużo wódki, żeby zapomnieć o płaczu synka, który był przejmujący i zapadał w pamięć. W szkole nauczyciele bez przerwy strofowali małego palacza. Jeden przez drugiego rzucali mądre zdania o szkodliwości dymu tytoniowego.

Pewnego dnia pan od matematyki, który był jego wychowawcą, przy całej klasie powiedział, by zawstydzić malca

– Komu chcesz pokazać, że jesteś tak bardzo dorosły młody człowieku? Jeśli chcesz umówić się z Małgosią to ucz się dobrze, a ona pomyśli, że jesteś już odpowiedzialny i cię polubi. Od palenia nie staniesz się lepszy.

Wszystkie dzieci wybuchły śmiechem, poza wymienioną z imienia, która czerwona jak burak wybiegła z sali płacząc pod nosem. Tak bardzo lubiła Chłopca Który Palił Papierosy ale wstydziła się mu to powiedzieć. Najgłośniej ze wszystkich chichotał gruby Grzesio, co nie przeszkadzało mu zajadać się czekoladami i cukierkami. Z niego nauczyciel nie drwił, ponieważ ciągnął dziewczynki za warkocze, nie umiał alfabetu i sikał czasem w spodnie. To przecież normalne w jego wieku.

Innym razem Chłopiec Który Palił Papierosy szedł przez ulicę i zapytał starszego pana o zapałki. Dziadek w kombatanckim mundurze zaczął mu wymyślać, wściekając się i plując w amoku

– Ty szczylu, siusiumajtku! Papierochów ci się zachciewa! To po to, ja mordowałem bagnetem Niemców, a do Ruskich strzelałem z pistoletu, żebyś ty papierosy palił? Nie po to! Powinieneś kopać piłkę i wybijać szyby! Albo kraść pączki ze sklepu!

Chłopiec tylko wzruszył ramionami i poszedł dalej pogwizdując przez zęby. Spacerował tak po ulicach swojego miasteczka, aż natknął się na chuliganów. Chudy wyrostek strzelił go w ucho i powiedział

– Dawaj fajkę szczylu albo cię tak urządzę, że cię matka rodzona nie pozna. – Pozostałe łobuzy zaskrzeczały śmiechem. Gdy chłopczyk nie oddał papierosa pobili go okrutnie mocno. Wylądował więc w szpitalu dla dzieci. Tam został opatrzony i położony w białym łóżku. Był bardzo smutny bo dookoła byli sami rozwrzeszczani chłopcy, którzy kradli sobie samochodziki. Co dzień odwiedzali go poważni panowie doktorowie. Czasem zdawało mu się, że słyszy ich urywane szepty
 
– To bardzo ciekawy przypadek panie profesorze…
– Taka przyswajalność nikotyny we wczesnym wieku szkolnym?
– Musimy to zbadać
– Dostanie pan nagrodę od ministra za wyjaśnienie tej sprawy.

I gdy tak w poważny sposób dyskutowali, chłopiec po cichu palił sobie papierosy. Przymykał przy tym oczy i myślał o innym świecie. O takim, gdzie można latać jak motyle, a na obiad zawsze jest krupnik. Jeśli już mowa o tej zupie, to właśnie przez nią, mały marzyciel miał problemy niewiele mniejsze niż sprawa tytoniowa. Jak wiadomo wszystkie dzieci nienawidzą tej potrawy. Wrzeszczą, plują, gryzą, ale nie przełkną ani łyżki. Natomiast nasz przyjaciel uwielbiał jej smak. Na szkolnej stołówce, kucharki zawsze po cichu wylewały znienawidzoną zupę do zlewek, a uczniom dawały pyszny rosół. Gdy Chłopiec Który Palił Papierosy prosił o krupnik, tłukły go wielką łyżką i wyzywały od „podłych żartownisiów, co to jedzenia uszanować nie potrafią”.

Niepomny na mądre uwagi starszych chłopiec dalej palił, aż zmarł na chorobę płuc. Urosły mu skrzydełka i poleciał do nieba. Tam, w wielkiej bramie, stał Święty Pan z długą brodą.

– Mały chłopcze, grzeszyłeś ciężko, ale ze względu na twój wiek, możesz wstąpić do naszego Królestwa. Jednak opanuj się i przestań palić papierosy. – Rzekł i zrobił mu miejsce, aby przekroczył próg do zaświatów. Na to malec odparł
– Ale ja to lubię! – odwrócił się na pięcie i pobiegł schodami w dół. Po drodze odpadły mu piękne białe skrzydełka. W piwnicy, natknął się na małe drewniane drzwi i Brzydkiego Diabła.

– Ty brzdącu! Zapraszam do nas, możesz tu kopcić papierochy ile chcesz, a my powiemy ci, że jesteś dorosły! Chodź, nie pożałujesz! – syczał demon zachęcająco. Chłopiec bez słowa uciekł. Wcale nie chciał być dorosły, bo nie mógłby więcej bawić się samolotami. Stanął w połowie drogi między Górą a Dołem i położył się z rękami pod głową. Wsadził do ust papierosa i smakował gorzki tytoń. Gdyby tylko mógł go odpalić…

komentarze 2

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty. Pola wymagane zostały oznaczone *