Dziewczyna, lat dwadzieścia jeden. Dwójka dzieci: syn i córka, pierwsze wpadka, drugie pewnie zresztą też, w końcu kto w tak młodym wieku chciałby dwójkę dzieci. Proste brązowe włosy do ramion, lekko przy tuszy. Długa blizna na brzuchu, pamiątka po cesarskim cięciu. Młoda mama. Z perspektywy czasu – taka sama jak wcześniej. Dziecko z dziećmi. Bez szkoły – w ciążę zaszła w trzeciej gimnazjum, zakończyła rok i pożegnała się z edukacją. Kiedyś konsultantka Avonu, skończony kurs na manikiurzystkę – teraz bez pracy. Mała mieścina, niewielu potrzebuje takich usług. Właśnie, mała mieścina. Pełna plotek i nieprzyjaznych ludzi.
Piętnaście lat wcześniej – trzyletnia ja, sześcioletnia Dziewczyna. Bawią się na placu razem z dwoma innymi. Niezniszczalna czwórka, przyjaciółki na zawsze. Zawody w bieganiu, nauka jazdy na rowerze, rozstawianie namiotu, podchody i opieka nad zwierzętami. Dzieciństwo.
Pamiętam, gdy opiekowałyśmy się kundelkiem, suką, która była w ciąży. Nazwałyśmy ją Sonia. Pocieszny kudłacz, zbudowałyśmy jej nawet budę. Zawsze się słuchała. Urodziła małe i pewnego dnia lał straszny deszcz. Z balkonu patrzyłam w okoliczne krzaki czy małe pieski nie wyszły z budy. Zeszłam do mieszkania niżej i razem z Dziewczyną poszłyśmy to sprawdzić. Pieski rozbiegły się po całych krzakach. Na szczęście obyło się bez chorób.
Czasem rozkładałyśmy we cztery koc naprzeciwko drzwi do mieszkania mojej babci. Grałyśmy w karty, robiłyśmy warkoczyki, jadłyśmy domową pizzę. Były dni, kiedy rozstawiałyśmy namiot przed blokiem, bawiłyśmy się w Czarodziejkę z Księżyca i Power Rangers. Swatałyśmy nawet moją starszą o sześć lat siostrę z jej kolegą. Dostało nam się za to.
Dzieciństwo. Wtedy nic nie wskazywało na to, że coś będzie źle. Co prawda, Dziewczyna zawsze miała w domu trudno – trzy pokoje, ona, jej matka, babcia i ciotka. Bez ojca, bo Matka urodziła ją w wieku lat osiemnastu, ojciec się nie poczuwał. Ciotka stara panna, najbardziej uprzykrzająca życie kobieta jaką kiedykolwiek poznałam. Strasznie nie lubiła Dziewczyny.
Babka zasadnicza, nie podobał jej się los na jaki skazała się jej córka. Była lekarka, kiedyś ambitna, teraz nigdy nie wychodziła z mieszkania, nawet na klatkę. Na pewno nie chciała by jej wnuczka poszła w ślady matki.
Dzieciństwo minęło. Dziewczyna zaczęła się oddalać, zostałyśmy tylko we trzy. Czasem ją spotykałyśmy, rozmawiałyśmy o niej, ale nic więcej. Dziewczyna znalazła sobie nowych przyjaciół, chodziła na dyskoteki, nosiła kuse spódniczki, malowała twarz. W środku była taka sama jak wcześniej – miła, uczynna, inteligentna. Widocznie to jej nie wystarczało – chciała być modna, lubiana, chciała być duszą towarzystwa. Była.
Na dyskotece poznała Chłopaka – lat dwadzieścia cztery, starszy od niej o dziesięć lat. Niezbyt bogaty, urodą też nie grzeszył, ale starszy, dojrzały. O ich związku dowiedziałyśmy się przez przypadek, z plotek zapewne. Nasza Dziewczyna odeszła w zapomnienie. Nie wiedziałyśmy wtedy, że bezpowrotnie.
Koniec wakacji. Wyszłam na chwilę do sklepu, tak się złożyło, że ona też. Stałyśmy przed klatką. Jej koleżanka akurat przechodziła obok. Nowina – ktoś zaliczył wpadkę na dyskotece. Dziewczyna śmieje się, nie wierzy jak można być tak głupim, by wpaść na imprezie. Miesiąc później dzwoni babcia – wieść rozeszła się po miasteczku. Dziewczyna jest w ciąży.
Kłótnia w domu, babcia wyrzuca ją z mieszkania. Dziewczyna zamieszkuje u Chłopaka. Biorą ślub, za zgodą sądu. Miasteczko huczy. Że puszczalska, głupia, że taka jak matka. Że nie ma się co dziwić – niedaleko pada jabłko od jabłoni, to się musiało stać. Brzuch rośnie. W jej stronę nikt nie patrzy. Dawne koleżanki odwracają się na ulicy, traktują jak trędowatą.
Małe miasteczko. Nie wypada.
Nowy Dom. Obrzeża miasteczka, tuż przy lesie. Z dala od centrum, ludzi, plotek. Rodzice Chłopaka nieprzychylni, traktują jak psa. Nieważne czy Dziewczyna nosi jego dziecko. To jej wina. To przez nią, ona zrobiła coś źle. Jak wszystko. Rodzi się dziecko. Z komplikacjami, przez cesarskie cięcie. Lekarz zrobił je w złym miejscu – została szpecąca brzuch blizna, Dziewczyna nie może schudnąć, blizna dzieli brzuch na pół. Brak perspektyw. Zamiar ukończenia szkoły, ale nie ma czasu, bo dom, bo dziecko, bo dużo energii trzeba na to poświęcić. Chęć zrobienia czegokolwiek, niemoc, złość. Całe dnie spędzane z rodzicami chłopaka – obelgi, szydercze spojrzenia, antypatia. Chłopak pracuje, zarabia. Dziewczyna na nic się nie przyda.
Mijają dwa czy trzy lata. Babcia dzwoni po raz kolejny. Wieść rozeszła się po miasteczku. Dziewczyna jest w ciąży. Tym razem rodzi się dziewczynka. Bez cesarskiego cięcia, bez blizny. Dziewczyna nadal nie może schudnąć, nadal bez wykształcenia, bez pracy, bez wsparcia. Z Chłopakiem są wzloty i upadki, ale chyba się kochają, poza tym dwójka dzieci – nie ma odwrotu.
W małych miasteczkach nie respektuje się rozwodów.
Na naszej-klasie czterdzieści zdjęć. Ona, mąż, dorastające dzieci. Oczy mają po ojcu. Niebieskie. W miasteczku widać ją rzadko. W dawnych okolicach jeszcze rzadziej. Nie wychodzi raczej z domu, zajmuje się dziećmi. Kilka razy u niej byłyśmy – niewielki pokój, łóżko, telewizor, półki, stolik. Dużo zabawek, trochę słodyczy, jedzenia. Dziewczyna schowana w tym małym, prywatnym pomieszczeniu – w całym domu odczuwa się gęstą atmosferę, niechętną Dziewczynie i jej znajomym. Rozmawiamy o przyszłości, naszych planach, o tym, jak się jej żyje. Niewiele się zmieniła, ale jednak. Zmiany się widzi, czuje. Mniej optymizmu, trochę strachu, zgorzknienia. Stare czasy odpłynęły. Dziewczyna płaci, my mamy przestrogę.
W małych miasteczkach nie ma tolerancji.
To nawet nie kwestia małego miasteczka a miejsc małych często hermetycznych społeczności. Będzie to podwórze kamienicy, klatka w bloku… czy właśnie taka mała miejscowość. Miejsca, w których każdy każdego zna. Miejsca, w których każdy każdym się interesuje, czasami nawet jeśli wydawałoby się, że jest zupełnie inaczej.
A gadanie robi zawsze najgorszą robotę w takich sytuacjach. Ludzie lubią nieść wieści dalej, nie zastanawiają się czy wszystko co usłyszą jest prawdą, często przekręcają to co usłyszą. Fakty przyozdobić o te historie nieprawdziwe bardzo łatwo, gorzej to później prostować.
Ciężko się to czytało. Posiekane. Migawkowe jakby trochę.