Dlaczego nie na co dzień?

Gdy nagrywałem wraz z moimi wspaniałymi kolejny odcinek audycji, tym razem poświęcony festiwalowi w Cieszanowie. Padły na antenie ważne słowa. Paula zauważyła fakt, który od długiego już czasu ignorujemy, gdyż jest dla nas normą. Mianowicie – na festiwalu rockowym wszyscy ludzie są dla siebie jak rodzina. Zawsze możesz oczekiwać, że ktoś cię nakarmi jeśli nie masz nic do jedzenia, zostaniesz poczęstowany papierosem jeśli palisz, a gdy ktoś będzie chciał cię na przykład bezzasadnie pobić wstawi się za tobą w mgnieniu oka kilkadziesiąt osób.

Przykłady można mnożyć. Gdy jesteś pijany albo zmęczony lub gdy niesiesz po prostu coś ciężkiego zawsze możesz liczyć na pomoc innych. Na polu namiotowym zawsze możesz liczyć na uśmiech, ciepłe słowa każdego kto do ciebie się dosiądzie. Każdy jest potencjalnym przyjacielem niezależnie od wieku, przekonań tudzież płci.

Zastanawiałem się ostatnio dlaczego podobne realia nie mogą zaistnieć w życiu codziennym. Mówię tutaj konkretnie o Polsce, bo często zdarza mi się podróżować i przynajmniej na zachodzie łatwiej doszukać się życzliwości i uśmiechu. Rozumiem, że każdy ma swoje problemy, każdy walczy o swoją przestrzeń życiową, środki do życia, wszakże jesteśmy niczym posiadające uczucia zwierzęta. Tylko, że na festiwalu wszyscy również mają swoje problemy! Wyżywić się, przetrwać do rana, gdy temperatura jest naprawdę niska, uczestniczyć w koncertach, które naprawdę wypompowują z sił. Dlaczego codziennie na ulicy nie mogę napotkać tyle pozytywności? Człowiek normalny mówi, że życie to nieustanna walka, trzeba, cytując słowa pewnej powieści stać na beczce. Tylko czy festiwal nie jest większą próbą i szkołą życia dla uczestnika? Mimo to, iż warunki są często naprawdę trudne znajdujemy siłę na życie w doskonałej harmonii z innymi ludźmi.

Dobrym wytłumaczeniem sytuacji jest rutyna. Życie codzienne wydaje się nudne i szare, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Mimo wszystko egzystencja większości ludzi jest w miarę poukładana, wszyscy znają mniej więcej swoje miejsce na planecie. Wydawać by się mogło, że to tutaj przede wszystkim jest czas na uśmiech i życzliwość. Jest? Sporadycznie? Praktycznie go kurwa nie ma! Z matematycznego punktu widzenia jest to po prostu nielogiczne, nie jestem socjologiem żeby osądzać dlaczego tak się dzieje.

Jedynym wytłumaczeniem jakie mogę znaleźć to to, że na festiwale jeżdżą ludzie otwarci, chcący miło spędzić czas. Ale czy naprawdę jesteśmy jacyś wyjątkowi? Czy potrzeba wyjątkowości, aby być dla siebie miłym? Uważam, iż ludzie, których spotykam codziennie na ulicach w głębi siebie czują dokładnie to samo, chęć integracji z innymi. Cóż zatem ich blokuje, dlaczego wychodząc z domu w Lublinie muszę czuć się często obco, choć to moje rodzinne miasto. Marta napisała ostatnio pewien artykuł na temat Lublina, ale… do rzeczy! Przez specyficzne kilka dni czy to w Kostrzynie, Jarocinie, Cieszanowie czuję jedność z innymi. W każdym znajdę prozaiczną chęć integracji i okazywania szacunku innym, zwyczajny uśmiech na ustach. W miejscu, w którym mieszkam niezupełnie.

Zatem zagadnienie chyba pozostaje otwarte. Dlaczego powiadam! Dlaczego tak jest? Nie mogę tego pojąć i jeśli jest ktoś kto miałby jakieś uzasadnione wytłumaczenie to bardzo prosiłbym go o wsparcie mentalne. Jak mam wierzyć w ludzi, skoro moje najbliższe otoczenie mnie do tego zniechęca.

komentarze 2

  • K. Staszewski pisze:

    dzisiaj po robocie to przeczytałem. dobry tekst, bardzo celne spostrzeżenia. tak, ludzie w Cieszanowie (bądź gdzie indziej) byli fajniejsi, jaskrawsi, milsi, bardziej uśmiechnięci niż tutaj. tylko ja się zastanawiam (i jest w tym coś niecoś z dekadencji i marudzenia): czy festiwale nie są rodzajem turystyki dobroci, podobnie do tej seksturystyki w Bangkoku? człowiek ma to do siebie, że dużo rzadziej jest szczęśliwy niż nieszczęśliwy. (nawet taki Cieszanów, Jarocin, czy Woodstock po miesiącu by zgnił). tak, jestem malkontentem. bo wiem, że raz wydzielam endorfinę, a raz nie. ;)

  • Rzecz tkwi w tym, że Ci wszyscy ludzie przyjeżdżają tam w takim samym celu. Słuchać dobrej muzyki, świetnie się bawić, odpocząć od dnia codziennego. To samonapędzająca się maszyna, która powoduje że to co każdego dnia obdziera nas z człowieczeństwa nie działa tak intensywnie, ustępując tym bardziej pozytywnym zachowaniom.

Wpisz komentarz

Twój adres pozostanie ukryty. Pola wymagane zostały oznaczone *